21 stycznia 2017

1. Mam na myśli jakiegoś dobrego lodzika o smaku gumy balonowej, a co siedzi w twojej głowie to ja nie chcę wiedzieć, zboczuszku.

Stefan

- Stefan, mówię do ciebie! - piskliwy wrzask mojej dziewczyny sprawił, że moje bębenki miały ochotę popełnić samobójstwo byleby już nigdy więcej nie doświadczyć takich dźwięków. Oderwałem się do ekranu komputera i spojrzałem na brunetkę. - Laptop jest ważniejszy ode mnie?
- Sprawdzałem pocztę.
- Akurat teraz?
- A kiedy miałem to zrobić? - popatrzyłem pytająco na zirytowaną dziewczynę. Czasami naprawdę potrafiła wszcząć kłótnię z niczego i miałem wielką nadzieję, że tym razem odpuści, ale już po chwili zaczęła czepiać się wszystkiego, co zrobiłem źle w ostatnich dniach. Drażniło ją wszystko i wszyscy, a ja sam musiałem obchodzić się z nią jak z porcelanową laleczką, bo naprawdę miałem po dziurki w nosie jej wiecznych pretensji. Szczerze mówiąc, zacząłem się nawet obawiać, że Isabel zaszła w ciążę, jednak uspokoiłem się, gdy odmówiła seksu, bo dostała okresu.
- Naprawdę nie potrafię zrozumieć twojego zachowania, wiesz? - wypaliła.
- A co z moim zachowaniem jest nie tak?
- Nie widzisz tego, jak się zachowujesz? - prychnęła, zakładając dłonie na biodra.
- Nie bardzo. - odpowiedziałem, zamykając urządzenie. - Możesz mi o tym opowiedzieć?
- Daj mi spokój. - warknęła, zabierając z krzesła swoją torebkę, a chwilę później po mieszkaniu rozniósł się trzask zamykanych drzwi. Sam nie wiedziałem czy mam się śmiać, czy może płakać, a może szukać pomocy na forach internetowych pod hasłem "moja dziewczyna ześwirowała." Starałem się nie przejmować jej humorkami, co nie zawsze szło mi łatwo. Potrzebowałem kogoś, z kim mógłbym szczerze o tym wszystkim pogadać, wygadać się, otrzymać jakąś dobrą radę. Gdyby sprawa nie dotyczyła Isabel to pewnie moim spowiednikiem zostałby Michael, jednakże znałem jego nastawienie do sprawy i wiedziałem, że zbyt dużo to on by mi nie pomógł. Odłożyłem laptopa na stolik, a następnie udałem się do sypialni po spakowaną torbę. Na dworze panowała kosmicznie wysoka temperatura, która zbytnio nie zachęcała mnie do dzisiejszego treningu, ale nie miałem innego wyjścia. Do kieszeni spodenek schowałem telefon oraz klucze do samochodu i opuściłem mieszkanie.

Trzy godziny później siedziałem w zacienionym miejscu, popijając wodę, którą dostałem od serdecznego Koflera, bo przez kłótnie z dziewczyną zapomniałem sprawdzić, czy aby na pewno wszystko mam.
- Zabierzcie mnie gdzieś, gdzie jest zimno. - jęknął Michael, kładąc się na w miarę chłodnawej kostce brukowej.
- Chcę do domu. - westchnął Fettner.
- A ja chcę loda. - wszyscy spojrzeliśmy na rozłożonego Poppingera, który poruszał swoimi chudymi nóżkami w rytm piosenki wydobywającej się ze schlierenzauerowego telefonu. - Nie patrzcie na mnie jak na debila. Wam nie marzy się jakiś dobry lodzik?
- Czekaj, czy my na pewno mamy tego samego lodzika na myśli? - zapytałem.
- Mam na myśli jakiegoś dobrego lodzika o smaku gumy balonowej, a co siedzi w twojej głowie to ja nie chcę wiedzieć, zboczuszku.
Nie miałem specjalnej ochoty do dyskutowania z Manuelem. Może gdyby mój humor nie poszedł na spacer przez Isabel to wkręciłbym się w temat i śmieszkował z nim jak opętany. Po dziesięciu minutach podszedł do nas trener, który zakomunikował, że ja, Michael i Kofler możemy iść do szatni, a reszta ma jeszcze zostać. Cieszyłem się, że to nie ja zostałem wytypowany do grupy, która ma pomóc w sprzątaniu sprzętów, bo nie wytrzymałbym ani chwili dłużej na zewnątrz.
- Krafti, nie robisz kolejnej dziary? - zagadnął Andreas, gdy paradowałem półnago po szatni w poszukiwaniu swojej  koszulki. Znalazłem ją w rzeczach Fettnera, co zaczynało mnie trochę niepokoić, bo już po raz któryś moje rzeczy magicznie wędrowały w stronę jego torby.
- Chciałbym, ale potem słuchałbym gadania Isabel, że wyglądam jak idiota z bazgrołami na ciele.
- Ona też wygląda jak idiotka z toną tapety na twarzy i jakoś nie robisz o to afery. - mruknął Hayboeck.
- Michi, błagam.
- Dziewczyna pomarudzi i przestanie. - zaśmiał się.
- Wierz mi, że jeden tatuaż nie jest wart marudzenia tej dziewczyny.
- Co ona ci takiego zrobiła? - zapytał, spoglądając na blondyna. Świetne pytanie, sam chciałbym znać na nie odpowiedź. - Już któryś raz zauważam, że jesteś na nią strasznie cięty.
- Po prostu mam uczulenie na niektórych ludzi. - odparł. - Śpieszy ci się do domu?
- Niezbyt, a co? - odparłem.
- Musimy porozmawiać. - zakomunikował, stawiając torbę na ławce, po czym zniknął za drzwiami toalety. Nie miałem zbyt wielkiej ochoty na rozmawianie z nim po cennych uwagach na temat mojej dziewczyny, ale z drugiej strony, potrzebowałem jakiegoś odstresowania po męczącym dniu, a raczej jego połowie, która niemiłosiernie mi się dłużyła.

Do pobliskiego baru udaliśmy się pieszo. Nie było sensu palić samochodu na trzy minuty drogi, a potem i tak wracać nim w zupełnie inną stronę. Usiedliśmy wewnątrz lokalu, gdzieś nieopodal klimatyzacji, która ofiarowała nam upragniony dzisiejszego dnia chłód, a następnie zamówiliśmy po szklance zimnego soku.
- Pokłóciliście się? - zapytał. Zerknąłem na niego i nawet nie musiałem przytakiwać, bo wiedziałem, że Michael potrafił czytać we mnie jak w otwartej księdze. - O co tym razem?
- Daj spokój. - westchnąłem, obdarowując kelnerkę uśmiechem w zamian za przyniesione napoje. - Dostałem dzisiaj maila od sponsora i chciałem go w skupieniu przeczytać, ale Isabel wkurzyła się o to, że jej nie słucham. Sam nie wiem, co ja takiego zrobiłem prócz wymienienia z nią dwóch zdań, ale potem ruszyła lawina żali i pretensji.
- Czyli?
- Marudziła, że poświęcam jej zbyt mało, że niedługo mam odpoczynek od treningów, a nawet nie ruszyłem głową, żeby poszukać jakichś fajnych wakacji, a nawet czepiła się tego, że odwiedziłem rodziców trzy razy w przeciągu pięciu dni. - parsknąłem na samo wspomnienie o tym, co wygadywała moja dziewczyna.
- Gdybym był na twoim miejscu, już dawno bym wymiękł.
- Wkurza mnie to, ale ją kocham i nie chcę jej stracić.
- Dlatego dajesz po sobie jeździć i traktować jak nie wiadomo kogo? - oburzył się. Westchnąłem, chowając twarz w dłoniach. W ostatnich dniach naprawdę sporo myślałem nad sensem tego związku, a nawet zgodziłem się w pewnych kwestiach z tym, co mówił mój przyjaciel. Isabel omotała mnie i owinęła wokół paluszka, a ja nawet nie zauważyłem, kiedy tak się stało. Czułem się, jak skończony kretyn. - Czemu ty się tak boisz jej postawić?
- Ja się nie boję. - mruknąłem. - Nie ma sensu z nią dyskutować, bo to i tak nic nie da. Powiem jej kilka słów prawdy, a ona się obrazi i jeszcze będzie oczekiwać ode mnie przeprosin.
- To jej nie przepraszaj. Poczekasz kilka dni, a jak sama nie przemyśli swoich błędów, to będziesz miał odpowiedź, że nie warto się dusić w tym związku. - powiedział. Do pewnego czasu nie doceniałem słów Michaela, ale chyba nadeszła pora, gdzie będę zmuszony to zrobić. Oczywiście i tak nie podobał mi się stosunek, w jakim wyrażał się o brunetce, jednak potrafił trafić do mnie kilkoma prostymi słowami, których nie chciałem do siebie dopuścić. - Co robisz dzisiaj wieczorem?
- Isabel strzeliła focha, więc pewnie będę zalegał przed telewizorem z Lio.
- Nie masz ochoty na wyjście do klubu? - zapytał, patrząc na mnie z błyskiem w oku. Pokręciłem głową, śmiejąc się z przyjaciela. Po chwili namysłu stwierdziłem, że nie ma sensu spędzać wieczoru w samotności, gdy mogę napić się drinka i popatrzeć jak Michael gimnastykuje się przy podrywaniu dziewczyn.

- I co? Nie uległa twoim szarmanckim manierom? - zapytałem, kiedy Michael wrócił na miejsce po szalonym tańcu z rudowłosą dziewczyną. Jednym haustem wypił drinka, rozglądając się jednocześnie w poszukiwaniu kolejnej panienki. Śmieszyło mnie trochę to, że na siłę chciał znaleźć sobie drugą połówkę i robił to akurat w klubie, w którym trzy czwarte panienek gotowych było na jednorazowe akcje w toalecie. 
- Tamte dziewczyny się ciągle na ciebie patrzą. - delikatnym skinieniem głowy wskazał na grupkę dziewczyn siedzących przy barze. Skrzywiłem się, patrząc na trzy straszydła, które szeroko się do mnie uśmiechały. - Krafti! Naucz mnie podrywać dziewczyny. 
- Oszalałeś? - omalże nie zachłysnąłem się przełykaną cieczą. 
- Błagam cię! - złożył dłonie jak do modlitwy i wbił we mnie te swoje niebieskie oczy. Nabrałem powietrza w płuca, odstawiając szklankę, a następnie poprawiłem koszulę i wstałem ze swojego miejsca. 
- Patrz uważnie i notuj. 
Rozejrzałem się po pomieszczeniu w poszukiwaniu w miarę porządnie wyglądającej dziewczyny. Nie powiem, bo było bardzo ciężko dostrzec choć jedną normalną dziewczynę pośród tych, które bardziej przypominały panienki do towarzystwa. Zrobiłem kilka kroków w przód i wtedy w oczy rzuciła mi się samotnie siedząca blondynka. Ogarnęło mnie dziwne uczucie, które sprawiło, że po chwili stałem metr od niej i zastanawiałem się czy usiąść. 
- Dlaczego siedzisz sama zamiast dobrze się bawić? - zagadnąłem, a ona spojrzała na mnie swoimi dużymi oczami. Miałem dziwne wrażenie, że skądś znałem jej twarz, ale nie wiedziałem skąd. Może jakaś fanka, która dobrze zapadła mi w pamięć? 
- Wszyscy fajni chłopcy zajęci są przez... 
- Wszystko jasne. - nawet nie musiała kończyć, bo dobrze wiedziałem, jakie określanie stało na ostatnim miejscu jej wypowiedzi. - Jestem Stefan. - uśmiechnąłem się do blondynki, wyciągając dłoń. 
- Karina. - kiedy ściskała moją dłoń, mój wzrok padł na bransoletkę, która widniała na jej prawym nadgarstku. Chwila namysłu i doszło do mnie skąd ją kojarzyłem. 
- Wybacz za pytanie, ale czy to nie ty kilka dni temu w parku trafiłaś we mnie piłką? - wiedziałem, że gdybym nie zadał tego pytania, to nie mógłbym spać spokojnie po nocach. Liczyłem się z tym, że zrobię z siebie idiotę, gdy ona powie, że z kimś ją pomyliłem. 
- Widzę, że nie tylko ja miałam wrażenie, że skądś cię kojarzę. - jej melodyjny śmiech wdarł się do moich uszy, wywołując szeroki uśmiech na twarzy. - Nie zostawiło to żadnych obrażeń, więc jest dobrze. 
- Przez dwa dni miałem guza na czole. - powiedziałem. 
- Przepraszam. 
- Daj spokój, przypomniałaś mi dzieciństwo. - zaśmiałem się. - Zawsze obrywałem piłką w łeb za niewinność. 
Przez kolejnych dziesięć minut rozmawiałem z Kariną. Nasze tematy sprowadzone były jedynie do naśmiewania się z otaczających nas ludzi i zdawkowego rozmawiania o życiu. Całkowicie zapomniałem o istnieniu Michaela, a tym bardziej o zepsutym przez Isabel dniu. 
- Zatańczymy? - zaproponowała. Już po chwili nasze ciała były zbliżone do siebie na minimalną odległość. Moje dłonie wędrowały po jej ciele, a ona ocierała się nim o mnie. Czułem jakąś satysfakcję, że w ten sposób odgrywam się na swojej dziewczynie za jej zachowanie, ale jednak wiedziałem, że to trochę nie fair. Mój mózg żył swoim życiem, ciało również żyło swoim życiem, a spodnie to już kompletnie dostały nowe życie.  

*****
Dobry wieczór!
Przybywam z pierwszym rozdziałem, który miał pojawić się kilka dni temu, ale ciągle nie pasowała mi jego końcówka. Wciąż mi nie pasuje, ale nie mam już siły na korekty. :D 
Jak wam się podoba? Liczę na szczere opinie, które pomogą mi wyłapać błędy i zmotywować do działania!

Jakie macie wrażenia po dzisiejszej drużynówce? Jestem przeogromnie dumna z chłopaków, bo pokazali, że są zgraną i mocną drużyną.  ♥  
W kolejnej drużynówce zmiotą rywali, wierzę. 
Trzymamy jutro kciuki! 
PS. czy dla kogoś jeszcze drużyna Austrii bez Kraftiego też wydaje się być jakaś pusta? :c

8 stycznia 2017

0. Do takiej decyzji trzeba dojrzeć, wszystko dokładnie przeanalizować, bo życie to nie film, w którym dostajesz piłką w łeb i nagle znajdujesz miłość swojego życia.

Stefan

Siedziałem na trawie, obserwując grupkę dzieci, które bawiły się w piaskownicy znajdującej się obok, i jednym uchem słuchałem gadania mojego przyjaciela. Za każdym razem powtarzał mi te same argumenty i przedstawiał takie same wnioski, że z czasem nauczyłem się ich na pamięć. Miałem wtedy ponad dwadzieścia minut, by zamknąć się w swoim świecie i skupić zupełnie na czymś innym, a potem wracałem na ziemię i trzymałem się swojego zdania. Jednak tym razem było zupełnie inaczej, bo po niecałych dziesięciu minutach poczułem jak pięść Michaela uderza z potężną siłą w moje ramię. 
- Pogięło cię? - zapytałem z oburzeniem, rozmasowując bolące miejsce. - Może faktycznie zapisz się na ten boks, bo ja nie wyrobię jako twój worek treningowy. 
- Gdybyś mnie słuchał.. 
- Cały czas cię słucham. 
- Więc o czym mówiłem? 
- Isabel to wyrachowana małpa, która okręciła mnie sobie wokół paluszka, a ja staję na głowie, żeby jej dogodzić. - wyrecytowałem. Gdybym dziesięć lat temu tak pracował nad swoją pamięcią to może skończyłbym z lepszymi ocenami za wierszyki, których kazano mi się uczyć na blaszkę. 
- Masz mnie za idiotę, Krafi? Przecież ja wiem, że mnie nie słuchałeś. - odparł. - Mówiłem o tym, że Fettner wyszedł z propozycją wypadu nad jezioro. Zapytał, czy mógłbym z tobą o tym pogadać, ale najwidoczniej się nie da. 
- Sami czy z dziewczynami? - zapytałem, drapiąc się po karku. 
- Jak dla mnie, Isabel może jechać, ale nie mam zamiaru kąpać się w jeziorze pełnym jej tapety i samoopalacza. 
- Możesz już z niej zejść? - jęknąłem. Denerwowało mnie to, że nie było dnia, by Michael nie powiedział czegoś o mojej dziewczynie. Był moim przyjacielem, lecz w Isabel byłem zakochany po uszy i nie mogłem sobie pozwolić, by ktokolwiek ją obrażał. Może nie była ideałem pod względem zachowania, może nie codziennie wyglądała jak miss świata, ale dla mnie była wyjątkową dziewczyną. - Wkurza mnie twoje gadanie na jej temat. 
- A mnie wkurza to, że marnujesz przy niej kolejny rok. 
- Ale to moje życie i mi pasuje to, że marnuję kolejny rok na kogoś, kogo kocham. 
- Stefan, litości. 
Westchnąłem, kręcąc głową, bo wiedziałem, że rozmowa z Michim będzie oparta jedynie na karceniu mnie za wszystko, co robię. Oczywiście on by sobie nie podarował, gdyby nie próbował przemówić mi do rozumu i ciągle coś trajkotał pod nosem. Najchętniej powiedziałbym mu, że muszę zbierać się do domu, bo obiecałem mamie, że pomogę jej zmywać naczynia, ale po pierwsze, w domu była zmywarka, a po drugie - umówiłem się z Isabel w pobliskiej kawiarnii i nie chciałem jeździć pięć razy w tę i spowrotem. 
- Daj sobie spokój z tą dziewczyną. Dobrze wiem, że masz jej dość i tylko się z nią męczysz, więc po co udajesz, że wszystko gra?
- Niby dlaczego mam udawać? - wzruszyłem ramionami, patrząc z wyrzutem na blondyna. Czułem, że jeszcze chwila, a nie wytrzymam i odgryzę się tekstem o jego dziewczynie, która nie dość, że najpierw wmówiła mu, że będzie ojcem jej dziecka, ponieważ chciała wyciągnąć z niego jeszcze więcej kasy, potem zdradziła go z jego kuzynem. 
- To przyrzeknij mi, że jesteś z nią szczęśliwy. 
- Czemu ty mierzysz każdą dziewczynę tą samą miarą?
- Przyrzeknij i dam ci spokój. - zbył moje pytanie, wyczekując odpowiedzi z mojej strony. Pierwszy raz podszedł mnie takim tekstem. Pierwszy raz w mojej głowie powstał taki chaos, że nie potrafiłem skleić sensownej odpowiedzi. Michi jedynie pokiwał głową z zadowoleniem. - Dlaczego tego nie skończysz? 
- Bo się boję.. - wypaliłem, patrząc w ziemię. - Boję się, że zostanę sam, że nie znajdę nikogo podobnego do Isabel, że przed żadną dziewczyną nie otworzę się tak, jak przed nią, że w pewnym momencie zdam sobie sprawę, że Isa to ta jedyna, a ja jestem debilem, bo to zniszczyłem i nie będzie odwrotu..
- Eh, nie wiem co mam ci teraz powiedzieć. - westchnął.
- Do takiej decyzji trzeba dojrzeć, wszystko dokładnie przeanalizować, bo życie to nie film, w którym dostajesz piłką w łeb i nagle znajdujesz miłość swojego życia.

Karina

Pomozesz mi? - zapytał chłopiec, patrząc na mnie błagalnym spojrzeniem. Uśmiechnęłam się, biorąc od niego małe, niebieskie wiaderko z piaskiem. Zapiszczał z radości, gdy do kolekcji dołączyła kolejna babka z piasku, a chwilę później zajął się wjeżdżaniem w nie koparką. Nie uśmiechało mi się to, że kolejny dzień z rzędu musiałam opiekować się młodszym bratem, bo rodzice spędzali połowę dnia w pracy, ale z drugiej strony, byłoby mi dziwnie głupio, gdybym odmówiła opieki nad nim i tym samym sprawiła zawód rodzicom, którzy ciężko pracowali, żeby utrzymać dom i nadążyć z opłacaniem kolejnych rachunków. - Kalina, kiedy psyjdzie do nas Glegol? 
- Gregor już do nas nie przyjdzie, wiesz? - wysiliłam się na uśmiech w stronę brata, choć w sercu poczułam ukłucie. Od naszego rozstania minęło zaledwie kilka dni i chyba skłamałabym mówiąc, że nie brakuje mi jego osoby i tego wszystkiego, co nas łączyło. Moje myśli skupiały się głównie na nim, może trzy razy na dzień zdarzało mi się, że zapominałam i myślałam o czymś innym. 
- Dlacego? 
- Gregor pojechał bardzo, bardzo daleko i nie mam pojęcia, kiedy wróci. 
- To kto będzie telaz glał ze mną w piłkę? - posmutniał, odrzucając koparkę na bok. Z Gregorem byłam na tyle długo, że zdążył wkupić się w łaski mojej rodziny, zyskać sympatię brata, a nawet błogosławieństwo babci, która powoli chciała zacząć odkładanie na wesele. 
- A od czego masz mnie? - szturchnęłam go delikatnie palcem w brzuch. - Myślisz, że ja nie potrafię kopać piłki? 
- Tak.
- Ty kocico mała! Bierz piłkę, idziemy grać. - rozkazałam, wstając z drewnianej ławeczki. 
- Ty jesteś kocicą! - chłopczyk wytknął język, po czym pobiegł po piłkę i kopnął ją w moją stronę. Przez dłuższą chwilę kopaliśmy piłkę od siebie do siebie, lecz w pewnym momencie czterolatek zapytał, czy potrafię kopać tak daleko jak to zawsze robił Gregor. Nie chciałam, by znowu było mu smutno, więc szybko powiedziałam, że potrafię nawet lepiej od niego i kopnęłam ciemną piłkę przed siebie, nie patrząc na to, czy nie stworzy to zagrożenia czyjegoś życia. 
- Do cholery jasnej! - krzyk dobiegający z kierunku kopniętej przeze mnie piłki sprawił, że stanęłam jak wryta i próbowałam zlokalizować osobę, która być może przeze mnie ucierpiała. 
- Chyba tlafiłaś w tego pana. - Tobias wskazał paluszkiem na dwóch chłopaków, z których jeden trzymał się za połowę twarzy i wyrzucał z siebie wiązankę słów. Niemalże natychmiast złapałam brata za rękę i pociągnęłam za sobą. 
- Nic ci się nie stało? - zapytałam delikatnie, stając metr od ciemnowłosego chłopaka. Widziałam po nim, że był wściekły, ale gdy spojrzał na mnie, nieco złagodniał. Może zrobił to ze względu na małe dziecko, a gdyby Tobiasa nie było to rzuciłby się na mnie z pazurami. - Przepraszam najmocniej. - wydukałam. - Naprawdę nie chciałam, żeby ta piłka trafiła akurat ciebie, nie chciałam, żeby ona kogokolwiek trafiła, po prostu ją kopnęłam, nie wiedziałam, że tak wyjdzie..
- Boże, jak ty szybko mówisz. - wychrypiał. - Nic się nie stało, będę żył. - uśmiechnął się. 
- Na pewno wszystko okej? Przepraszam raz jeszcze. - popatrzyłam na niego. Wydawało mi się, że skądś kojarzę jego twarz, ale nie mogłam przypomnieć sobie skąd. Jego kolega również wydawał mi się dziwnie znajomy, co trochę zaczęło mnie niepokoić, bo może z moją głową zaczęło się coś dziać. Wyciągnęłam dłoń w stronę ciemnowłosego, a ten ją uścisnął i uśmiechnął się jeszcze szerzej niż chwilę temu. 
- Chce mi się jeść. - jęknął Tobias. 
- Już wracamy do domu. - odparłam. - Mam nadzieję, że nie będziesz miał przeze mnie obitej twarzy. - zwróciłam się do chłopaka. 
- Gdybym dostał w twarz od jakiegoś wypłoszona to może i bym się martwił, czy będę cały, ale na ciebie przymknę oko. - zaśmiał się. 
- Idziemy? 
- Tak, Tobias, już idziemy. - złapałam go za rączkę i jeszcze raz spojrzałam na ciemnowłosego i jego kolegę. Swoją drogą, wyglądali zabawnie, kiedy stali tak ramię w ramię, a między ich wzrostem była znaczna różnica. - Co złego to nie ja. - zrobiłam typową minę, która miała oznaczać zbitego kundelka, a potem pożegnałam sie z nimi. 
- Widzisz, Krafti? Chyba nie do końca miałeś rację z tym filmem. - powiedział blondyn. Tylko tyle udało mi się usłyszeć, bo odległość między nami wzrastała z każdym krokiem. Wróciłam z Tobiasem do piaskownicy po zabawki, a kiedy wracaliśmy, spojrzałam w tamtą stronę, lecz nikogo tam nie było. Może to dziwne, ale z jednej strony zastanawiało mnie, kim oni byli, a z drugiej zaczęłam uśmiechać się pod nosem na wspomnienie uśmiechu chłopaka, który był dla mnie obcy. 

*****
Dobry wieczór! ^^
Jeśli czytasz tę linijkę, to wiedz, że bardzo mnie cieszy Twoja obecność na moim blogu!
Mam wielką nadzieję, że kogoś zaciekawiło to, co znajduję się powyżej i zostanie z Kraftim na dłużej :)
Pozdrawiam i życzę ciepłego wieczoru przy obecnych temperaturach! :D

Jakie macie wrażenia po TCS? 
Niesamowicie cieszę się z wygranej Kamila (♡), jednak kiedy kamera pokazała zdruzgotanego Daniela - Andre Tande to zmiękło mi serduszko. Okropnie było mi go szkoda, bo widziałam po nim, że bardzo chciał wygrać..